Tam Tadam! Ladies and Gentlemen and Boys and Girls!
Tak oto dodaję już trzcią notkę, szybko to zleci z paroma pierwszymi, ponieważ zanim założyłam tego bloga, opowieść tą pisałam już jakiś czas i aktualnie mam 10 stron w Office World =u= tak więc zapraszam do lektury i jak zawsze, wytrwałości ;DMuszę wziąć się za trening, mam nadzieje ,że Kiba-kun, Shino-kun i Akamaru pomogą mi- mówiła po drodze do kuchni, uśmiechając się.
~ ~ ~ ~ ~ ~
-Muszę zjeść duże śniadanie ,żeby mieć siłę na ćwiczenia -
podeszła do blatu i złapała za uchwyt szafki po czym dodała- Myślę ,że dla
Kiby-kun i Shino-kun też zrobię ,no i oczywiście dla małego Akamaru (chyba tak
jak Kiba nie zauważyła tego jak pies urósł przez te dwa lata). Oni też pewnie
po treningu będą głodni. Chyba dobrze zrobię robiąc im posiłek… Mam pomysł! Zawsze chciałam to zrobić!
-chwyciła cztery pudełka średniej wielkości i zaczęła przygotowywać jedzenie.
Kiedy skończyła schowała je do swojej torby. Po chwili zaburczało jej w brzuchu,
przypomniała sobie o tym, że jeszcze dla siebie nie zrobiła śniadania (jak
można o tym zapomnieć?). Szybko zrobiła
jakąś kanapkę i zjadła ją, po czym nie chcąc tracić więcej czasu zaczęła parzyć
herbatę.
-Muszę zrobić ją dokładnie, tak żeby odpowiadała ojcu.- podwinęła rękawy i wzięła się do roboty. Na początek wybrała odpowiedni gatunek herbaty. Wzięła wysokogatunkową herbatę liściastą, ponieważ oddaje ona w pełni swój smak i aromat. Następnie zabrała się za wodę.
-Mama zawsze uczyła mnie ,że na jakość herbaty wpływa woda jakiej używasz. Z tego co pamiętam mówiła coś w stylu ‘Aby zachować naturalny aromat herbacianych liści należy dobrać lekką, przefiltrowaną wodę, bogatą w tlen’ –zakończyła etap z wodą ,teraz pozostał ostatni, trzeci, parzenie. Do tego wykorzystała okrągły czajnik, który pozwala na swobodne rozwijanie się liści. Zaczęła od ogrzania go. Wlewając wodę dokładnie zwilżała ścianki. Chwilę odczekała i wylała ją. Wsypała po dwie łyżeczki herbaty plus jedną dodatkową. Następnie powoli zalewała wodą liście herbaty.
-Ostatnia część, przykryć czajniczek pokrywką…Uff- westchnęła- Chyba się udało, mam nadzieje ,że będzie im smakować- Zanim zaniosła herbatę, na chwilę przystanęła i oparła ręce o blat. Na jej twarzy widać było zamyślenie - Ten sen…- zaczęła- znów mi się dzisiaj śnił. Dlaczego? Dlaczego tak wygląda? Czy nic nie mogę w nim zmienić? Już zawsze będzie znikał pośród drzew ,a ja będę go wołać na próżno?- to prawda, za każdym razem jej sen wyglądał tak samo- Czy nie jest mi dane stać się dla Naruto tym kim on jest dla mnie?- nagle cała dotychczasowa energia ją opuściła.
-Muszę zrobić ją dokładnie, tak żeby odpowiadała ojcu.- podwinęła rękawy i wzięła się do roboty. Na początek wybrała odpowiedni gatunek herbaty. Wzięła wysokogatunkową herbatę liściastą, ponieważ oddaje ona w pełni swój smak i aromat. Następnie zabrała się za wodę.
-Mama zawsze uczyła mnie ,że na jakość herbaty wpływa woda jakiej używasz. Z tego co pamiętam mówiła coś w stylu ‘Aby zachować naturalny aromat herbacianych liści należy dobrać lekką, przefiltrowaną wodę, bogatą w tlen’ –zakończyła etap z wodą ,teraz pozostał ostatni, trzeci, parzenie. Do tego wykorzystała okrągły czajnik, który pozwala na swobodne rozwijanie się liści. Zaczęła od ogrzania go. Wlewając wodę dokładnie zwilżała ścianki. Chwilę odczekała i wylała ją. Wsypała po dwie łyżeczki herbaty plus jedną dodatkową. Następnie powoli zalewała wodą liście herbaty.
-Ostatnia część, przykryć czajniczek pokrywką…Uff- westchnęła- Chyba się udało, mam nadzieje ,że będzie im smakować- Zanim zaniosła herbatę, na chwilę przystanęła i oparła ręce o blat. Na jej twarzy widać było zamyślenie - Ten sen…- zaczęła- znów mi się dzisiaj śnił. Dlaczego? Dlaczego tak wygląda? Czy nic nie mogę w nim zmienić? Już zawsze będzie znikał pośród drzew ,a ja będę go wołać na próżno?- to prawda, za każdym razem jej sen wyglądał tak samo- Czy nie jest mi dane stać się dla Naruto tym kim on jest dla mnie?- nagle cała dotychczasowa energia ją opuściła.
***
-Uaah! Te uliczki nie mają końca!- krzyknął
brązowowłosy chłopak, spacerujący piaszczystą drogą. W odpowiedzi na jego
narzekanie usłyszał radosne szczeknięcie.
-Ty też się ze mną zgadzasz? Akamaru?- ogromny sierściuch machał swym gładko wyczesanym ogonem na wszystkie strony. Właśnie zmierzał wraz ze swym panem do domu dziewczyny przez, którą tak bardzo lubi być pieszczony (chodzi o Akamaru =u=).
-Z tego co pamiętam to trzeba skręcić teraz w prawo…nie, a może w lewo…- na jego słowa ,od razu uzyskał odpowiedź ze strony swojego towarzysza. Było to warczenie. Najwyraźniej nie podobała mu się, krótka pamięć jego pana.
-D-dobra żartowałem, już pamiętam, ale teraz musimy się chyba wrócić… Mieliśmy skręcić w prawo przy drzewie- chłopak szeroko uśmiechnął się do swojego lekko poirytowanego psa. Kiba jak zwykle był pełen energii. Chociaż wydaje się być typem śpiocha to lubi czasem wcześnie wstać i zacząć dzień od spaceru ze swoim pupilem. Oczywiście, zdarzają się sytuacje w których śpi jak zabity do południa. Szczerze mówiąc, do póki sam się nie obudzi, to choćby wioska się paliła jego sen pozostanie nienaruszony. Jedyna osoba zdolna do przebudzenia go to biały sierściuch.
Dzisiejszy poranek należał do tych poświęconych Akamaru. Obudził się o piątej zanim-jak myślał- ktokolwiek wstał. Rano jego pokój wypełniały nieskazitelnie czyste promienie słońca. Okno nie stawiało dla nich żadnego oporu, było otwarte na oścież ,pozbawione żaluzji czy firan. To sprawiło, że Kiba poczuł się szczęśliwy i na siłach. Chociaż w oczach innych aktualnie wydawał się być mało trzeźwym ninja po przebudzeniu, to w środku skakał z radości. Jego entuzjazm podzielał Akamaru, który właśnie sturlał się po schodach. Za nim weszli do kuchni już zdążyli poczuć złowrogą aurę. Po zapachu znalazł źródło tego nieprzyjemnego uczucia, które on i jego pies czuli aż pod swoją skórą. Po chwili namysłu postanowili zawrócić jak gdyby nigdy nic do swojego pokoju. W tym momencie usłyszeli głos dochodzący z kuchni, próbujący nabrać ciepłej barwy. Za późno…Już nie ma drogi ucieczki, ich obecność nie była już tajemnicą. Wzięli głęboki wdech i ruszyli w stronę pomieszczenia które tak bardzo chcieli ominąć dzisiejszego poranka. Oboje byli świadomi koszmaru jaki mieli przeżyć, każdy kolejny krok zbliżał ich do piekła. W końcu stali w futrynie drzwi.
-Ty też się ze mną zgadzasz? Akamaru?- ogromny sierściuch machał swym gładko wyczesanym ogonem na wszystkie strony. Właśnie zmierzał wraz ze swym panem do domu dziewczyny przez, którą tak bardzo lubi być pieszczony (chodzi o Akamaru =u=).
-Z tego co pamiętam to trzeba skręcić teraz w prawo…nie, a może w lewo…- na jego słowa ,od razu uzyskał odpowiedź ze strony swojego towarzysza. Było to warczenie. Najwyraźniej nie podobała mu się, krótka pamięć jego pana.
-D-dobra żartowałem, już pamiętam, ale teraz musimy się chyba wrócić… Mieliśmy skręcić w prawo przy drzewie- chłopak szeroko uśmiechnął się do swojego lekko poirytowanego psa. Kiba jak zwykle był pełen energii. Chociaż wydaje się być typem śpiocha to lubi czasem wcześnie wstać i zacząć dzień od spaceru ze swoim pupilem. Oczywiście, zdarzają się sytuacje w których śpi jak zabity do południa. Szczerze mówiąc, do póki sam się nie obudzi, to choćby wioska się paliła jego sen pozostanie nienaruszony. Jedyna osoba zdolna do przebudzenia go to biały sierściuch.
Dzisiejszy poranek należał do tych poświęconych Akamaru. Obudził się o piątej zanim-jak myślał- ktokolwiek wstał. Rano jego pokój wypełniały nieskazitelnie czyste promienie słońca. Okno nie stawiało dla nich żadnego oporu, było otwarte na oścież ,pozbawione żaluzji czy firan. To sprawiło, że Kiba poczuł się szczęśliwy i na siłach. Chociaż w oczach innych aktualnie wydawał się być mało trzeźwym ninja po przebudzeniu, to w środku skakał z radości. Jego entuzjazm podzielał Akamaru, który właśnie sturlał się po schodach. Za nim weszli do kuchni już zdążyli poczuć złowrogą aurę. Po zapachu znalazł źródło tego nieprzyjemnego uczucia, które on i jego pies czuli aż pod swoją skórą. Po chwili namysłu postanowili zawrócić jak gdyby nigdy nic do swojego pokoju. W tym momencie usłyszeli głos dochodzący z kuchni, próbujący nabrać ciepłej barwy. Za późno…Już nie ma drogi ucieczki, ich obecność nie była już tajemnicą. Wzięli głęboki wdech i ruszyli w stronę pomieszczenia które tak bardzo chcieli ominąć dzisiejszego poranka. Oboje byli świadomi koszmaru jaki mieli przeżyć, każdy kolejny krok zbliżał ich do piekła. W końcu stali w futrynie drzwi.
Ale tajemniczo =u= W końcu pokazał się Kiba! Ciąg dalszy wkrótce =O= A teraz dam wam pewnego przystojniaka >///< Możecie pomyśleć, że to Kiba =u= No i wysyłam wam całusy! O! widzicie? *całuje monitor*

